opis techniczny instrukcja obsługi brudnopis nie ma wolności bez odpowiedzialności nie ma demokracji bez demokratow
RSS
piątek, 30 listopada 2012

Nad Jezioro Bodeńskim zawitała wczoraj zima i w Pfullendorf o 8 rano pod ciężarem śniegu zawalił się namiot przykrywający lodowisko. Dwie godziny wcześniej uruchomiono ogrzewanie. W ten sposób chciano stopić śnieg zgromadzony w nocy na konstrukcji. Niestety opad okazał się mocniejszy. Na szczęście w hali nie było nikogo. Półtorej godziny później przyjechała grupa młodzieży. Na szczęście niektóre katastrofy uwzględniają rozkład zajęć szkolnych.

 

Nikt nie żąda dymisji rządu, ani aresztowania kanclerza. Do pracy przystąpią fachowcy. Najpierw sprawdzą, czy Zakład Komunalny (Stadtwerke) właściciel obiektu zachował znane zasady techniki budowlanej (die anerkannten Regel der Technik) i bezpieczeństwa (Sicherheit). Jeżeli okaże się, że dotychczas znane zasady były niewystarczające zostaną wydane odpowiednie zalecenia. Prawnicy i politycy zadecydują o formie prawnej. Chodzi o to, żeby wiadomość dotarła do wszystkich właścicieli i budowniczych podobnych budowli i żeby jednoznacznie określić kto za realizację wniosków odpowiada.

 

Po za tym nowy namiot został już u producenta zamówiony i dzieci będą niedługo kontynuować zajęcia sportowe na lodowisku.

 

W „normalnych krajach” też zdarzają się katastrofy.

 

00:55, danekstraszynski
Link Dodaj komentarz »
środa, 28 listopada 2012

Na studiach są ciekawsze zajęcia od nauki. Prawie trudno temu zaprzeczyć. Po co się męczyć. Większa wiedza i awanse zwiększają tylko odpowiedzialność, więc ryzyko błędów i nieprzespanych nocy. Wystarczy samodzielna praktyka. Kasę trzeba koniecznie trzymać osobiście. Pacjentów należy traktować profesjonalnie tzn. grać dobrego lekarza. Można podpatrzeć w serialach telewizyjnych.

Pacjentów zdrowych trzeba traktować bardzo poważnie jak skarb, ponieważ to właśnie oni generują dochody. Najbardziej szkodliwe jest powiedzieć takiemu.- Panu, Pani nic nie jest. Proszę wcześniej iść spać. Zamiast oglądać ulubiony serial przy piwku wybrać się na spacer. Nie mam czasu. Muszę zająć się naprawdę chorymi.

Zdrowym pacjentem należy się troskliwie zaopiekować. Upewnić go w jego pozornych dolegliwościach i obiecać szybki powrót do zdrowia. Wypisać zwolnienie od pracy. Wysłać do zaprzyjaźnionej masażystki. Dobrze jest mieć jakieś maszyny do naświetlania, dotleniania, nagrzewania. Produkują dochód automatycznie. Jednocześnie zdobywa się sympatię dostawców sprzętu medycznego.

Poważnie chorych wysyła się do specjalisty zasługując w ten sposób na jego wdzięczność. Jeżeli jednak choroba jest bardzo poważna i grozi katastrofą, pacjent powinien zostać skierowany do szpitala, które też nie są bezbronne, mogą skierować dalej aż do jedynego najlepszego w kraju profesora. Smierć w klinice (kliniczna?) zostanie łatwiej zaakceptowana przez rodzinę zmarłego, a lekarz, który tą drogę krewnemu zorganizował zasluży sobie na wieczną wdzięczność.

Proszą zauważyć, ze w ten sposób powstaje przyjemne środowisko zawodowe. Nikt nie powie złego słowa o lekarzu. Wszyscy są zadowoleni. Zarabiają pieniądze. A pacjent… No cóż, każdy z nas musi kiedyś umrzeć. W rezulacie mamy coraz więcej zadowolonych pacjentów, którzy nawet nie będą
zazdrośni, kiedy przed domem ich lekarza zaparkuje porsche.

Ze zdrowego pacjenta udaje się często zrobić pacjenta chronicznego, co stabilizuje dochody.

Metoda ma charakter uniwersalny i ponadczasowy. Przypuszczam, że w czasach przednaukowych dobry (erfolgreicher) szaman potrafił ocenić pacjenta. Zabierał się do „leczenia” (Behandlung) chorego, który miał pieniądze i szanse przeżycia. Pozostałym wypisywał skierowanie do… Boga lub bogów, w zależności od lokalnych zwyczajów. Wtedy kasowali kapłani, którzy zadowoleni z zarobku reklamowali dalej swojego dobroczyńca. Kiedyś struktury były prostsze. Ale to dotyczy wszystkich dziedzin naszego życia.

Oczywiście i dzięki Bogu większość lekarzy nie ma pojęcia o opisanych trikach. Takie są przynajmniej moje doświadczenia. Mam nadzieję, że tekstu nie przeczytają i pozostaną troskliwi, empatyczni i odpowiedzialni za swoich pacjentów.

Ale i my, społeczeństwo musimy dbać o naszych lekarzy i pielęgniarki, żeby głupimi przepisami i niskim wynagrodzeniem ich nie
zniechęcić.

21:13, danekstraszynski
Link Dodaj komentarz »

Taki Szwed bywa u lekarza 3 (słownie: trzy) razy rzadziej od Niemca. DLACZEGO? Czyżby ludność pomiędzy Renem i Odrą była szczególnie
chorowita? Natomiast Polacy są o 25% zdrowsi od ich zachodnich sąsiadów.
Takie rzeczy można przeczytać w statystykach OECD.

Częstotliwość odwiedzin lekarza (Arztbesuch) i zachorowań (Behandlungsfall) w roku 2010  (Der Spiegel):

Szwecja              2,9

Irlandia                3,8

Szwajcaria         4,0

Grecja                 4,0

Portugalia            4,1

Finlandia             4,3

Dania                  4,6

Wielka Brytania    5,0

Norwegia            5,2

Średnio                           5,5

Holandia             6,6

Polska               6,6

Francja               6,7

Austria               6,9

Włochy               7,0

Hiszpania           7,5

Niemcy             8,9

Należy przypuszczać, że koszty diagnozowania, leczenia, lekarstw i w ogóle służby zdrowia są zależne od powyzszych liczb. Gołym okiem widać, że sąsiedzi z nad jeziora bodeńskiego Niemcy i Szwajcaria pod względem zdrowotnym nie różnią się.  Pomimo tego Niemcy dwa razy częściej odwiedzają gabinet lekarski. Więc narzucają się pytania:

1) Kto zarabia na pacjentach? 2) Które wydatki naprawdę leczą?

Oczywiście awdziwa analiza wymaga spojrzenia w dalsze statystyki. Te liczby są do dypozycji. Nietrudno je znaleźć. Zamiast tego dominuje w politycznej debacie bełkot o dwuklasowej medycynie i że zdrowie jest bezcenne i dlatego potrzeba dużo więcej pieniędzy i w ogóle powinno być lepiej.

Ekonomiczne podejście do ochrony zdrowia jest konieczne, ma sens. Racjonalizacja i zmniejszenie wydatków jest w interesie właśnie najbiedniejszych. Może zmniejszyć koszty ubezpieczeń, które płacimy. Zaoszczędzone środki państwowe mogą powiększyć fundusze socjalne albo poprawić finansowanie szkolnictwa. Alternatywą jest dzikie budżetowanie. Po prostu pod koniec roku brakuje pieniędzy tak w Polsce jak i w Niemczech.

wtorek, 27 listopada 2012

Jak się zachować? Jak zareagować? Przecież sprawa jest bardzo poważna. To nie był żart. To nie jest reklama serialu sensacyjnego. To nie dotyczy jakiegoś bardzo oddalonego kraju, którego stolicy większość z nas nie zna i już na pewno nie mamy tam krewnych ani znajomych.

Ta prawdziwa bomba mogła zabić naprawdę nas, naszych znajomych, studentkę, córkę sąsiada, naszego syna … niezależnie od poglądów i pokrewieństwa. 

Ze zdumieniem obserwuję jak wielotonowy ładunek wybuchowy ginie w codziennej polskiej pyskówce. Czy można mieć nadzieję, że ten naród ze swoimi elitymi opamięta się?

A sprawa jest bardzo prosta. Każdy, dosłownie każdy, kto uczestniczy w debacie publicznej, polityk, dziennikarz, naukowiec, nauczyciel… powinien jednoznacznie potępić planowany zamach i niedoszłego zamachowca. Jednocześnie należy pogratulować, podziękować służbom za udaną akcję.

Dziennikarze powinni, przynajmniej na razie, póki jest gorąco, ograniczyć się do bardzo rzeczowego przekazywania rządowych komunikatów. Na rozliczenia przyjdzie czas później, kiedy emocje opadną.

Toczenie bomby w rynsztoku jest bardzo niebezpieczne. Kto tego nie rozumie albo cynicznie wykorzystuje do czegokolwiek jest prymitywnym zdrajcą narodowym. Zwiększa w sposób istotny zagrożenia dla ludności.

Ja tego nie wymyśliłem. Tak zachowują się osoby publiczne w krajach zwanych w Polsce normalnymi, gdzie praktykowana wolność ograniczona została odpowiedzialnością.

Demokratyczna wolność nie może zezwalać na pierdzenie w salonie. Za czystość powietrza jesteśmy wszyscy odpowiedzialni.

Jan Hartman polski filozof w zwyczajowej pyskówce u Lisa próbował zająć podobne normalnokrajowe stanowisko ale został skutecznie zakrzyczany. Miejmy nadzieję, że nie zrezygnuje z wypowiedzi publicznych. Z patriotyzmu. Nie można dopuścić, żeby słowo patriotyzm występowało wyłącznie na maczugach. 

poniedziałek, 26 listopada 2012

Piętnastu radnych było za, dwunastu przeciwko i czterech wstrzymało się od głosu. Posiedzenie rady miejskiej odbyło się w czwartek 23.11.2012 roku w Bad Sooden-Allensdorf Nordhessen (Północna Hesja). Po raz pierwszy gmina (Gemeinde) niemiecka wprowadziła podatek od koni (Pferdesteuer) w wysokości 200,- €  rocznie. Ilość koni oszacowano na 150. Podatek będzie obowiązywał od przyszłego roku.

Niemiecki Związek Jeździecki już zapowiedział podjęcie kroków prawnych przeciwko, powołując się na biedę i młody wiek właścicieli koni. Inny argument to stwierdzenie, że jeździectwo byłoby jedynym opodatkowanym sportem. Klasyczny protest i uniwersalne argumenty. My bogaci możemy zapłacić ale są wśród nas bardzo biedni…  Razem z końmi trzeba opodatkować piłeczki tenisowe, żeby było sprawiedliwie.  Logika stosowana często w poliycznym dyskursie.

Burmistrz Frank Hix (CDU) jest przekonany do sytuacji prawnej podatku i śpi spokojnie. W radzie dominują  CDU i Grüne (Zieloni). Radni głosowali jednak niezależnie od przynależności partyjnej, zgodnie z własnym sumieniem. Niewykluczone też, że w radzie zasiadają właściciele koni razem z właścicielem miejscowej stajni.

Kurort jest najbardziej zadlużoną gminą w Hesji. Deficyt przekracza 9.500,- €  na osobę. Liczba stałych mieszkanców wynosi 8.400. Po mnożeniu wychodzi 80 milionów.  30.000,- rocznie od koni jest tutaj niewielką sumą ale w ciągu dziesięciu lat uzbiera się 300.000,- i to już wygląda poważnie.

Podatek koński jest częścią programu, które miasto musi opracować i realizować, żeby skorzystać z krajowej pomocy dla szczególnie zadłużonych gmin.

 (fakty według FAZ)

sobota, 24 listopada 2012

Polska klawiatura naprawdę istnieje. Można ją kupić bez problemu wszędzie, tylko nie w Polsce. Tak dla sportu pytam się od czasu do czasu w krajowych sklepach komputerowych. Odpowiedzią jest zdziwienie sprzedawców. Nigdy o czymś takim nie słyszeli. Może miałem pecha? Trafiłem na wyjatkowo niezorientowany pesonel? Nie wiem.

Microsoft już przed wielu laty przewidział taką możliwość. Ostatnie wersje ms-windows pozwalają na proste przełączenie. Nawet polska norma PN-I-000:1997 określa wygląd klawiatury. Można na niej pisać metodą bezwzrokową.

Klawiaturę kupowałem już wielokrotnie. Niestety, nigdy nie cieszyłem się długo zakupem, ponieważ z jakiś względów darowałem ją komuś z kraju.

Układ liter z polskimi znakami diakrtycznymi był już stosowany w bardzo starych czarnych historycznych maszynach. W polskich biurach w czasach przedkomputerowych stały tylko takie urządzenia. Zdaje się, że była to adaptacja niemieckiej klawiatury, gdzie umlauty zastąpiono polskimi czcionkami. Mogło tak być, ponieważ teraz piszę na niemiecko-chinskim notebooku bez jakichkolwiek zmian w hardware. Musze jedynie zapamietac, ze pod ö jest ł
itd. Można tez pomóc sobie naklejkami. Jestem w trakcie ćwiczenia, więc proszę o wybaczenie błędów.

Co się stało? Dlaczego w Polsce zrezygnowano z polskiej klawiatury?

21:29, danekstraszynski
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 22 listopada 2012

 S.R.: Jestem energicznie przeciw obrażalstwu (Beleidigtsein). Wystarczy oświadczenie, że jest się obrażonym, żeby uzyskać prawo do rozróby (Randale). To jest zaprzeczeniem inteligentnego ludzkiego życia (geistvolles Leben). To jest barbarzyństwo (Barbarei).

J.A.: Obrażonym można zostać tylko na własne życzenie. Nie można kogoś obrazić bez jego zgody.

S.R.: Zgadza się. Trzeba dokonać wysiłku, żeby zostać obrażonym. To jest praca. W międzyczasie jednak stało się to dla niektórych odruchem. Oni mówią uporczywie: -To nas obraża.- bez konieczności dokładnego określenia o co chodzi i dlaczego. Przeciwko tzw. Mahomet-Video tłumy protestują na ulicach, chociaż filmu nie widziały. Wystarczy, że ktoś im opowiedział o istnieniu filmu i już poczuli się obrażeni. To jest głupotą. Głupota i siła są złą kombinacją.

J.A.: Pan twierdzi, że w krajach muzułmańskich istnieje przemysł złości (Wutkultur). Kto na tym korzysta?

S.R.: To jest polityczny proces. Ludzie używają pretekstów religijnych w celu udowodnienia, że to właśnie oni potrafią zorganizować motłoch. I dlatego trzeba się z nimi liczyć.

W takich krajach bardzo łatwo udaje się politykom wyprowadzić ludzi na ulicę. Muszą tylko pstryknąć palcem i już gromadzą się
tłumy. Wystarczy palcem pokazać kierunek i już motłoch biegnie w tym kierunku. Opanowanie kultury złości jest metodą mobilizacji głupawych mas.

Niewątpliwie, meżczyźni dążą w ten sposób do przejęcia władzy. To są bez wyjątku mężczyźni szukający pozornych powodów, żeby móc  się obrazić. Rozglądają się intensywnie, szukają powodów do podgrzania złości. To jest kompletnie sztuczna konstrukcja.

J.A: Jaka nauka wynika z pańskiego osobistego doświadczenia?

S.R.: Proszą o mniej respektu! Ciągle słyszymy nawoływania do szacunku dla czyichś uczuć i do uwzględnienia… To są tylko ukryte wyrażenia (Codewörter) mające w nas wywołać strach. Mamy szczęście żyć w kilku krajach tego Swiata, gdzie możemy powiedzieć to, na co mamy ochotę. To jest prawdziwy i wielki skarb. Niewielu ludzi ma taką możliwość. Przestańmy się tak zachowywać, jak gdyby nam na tym nie zależało.

(fragmenty z wywiadu w FAZ)

J.A.  Johanna Adorjen  - przesłuchująca

S.R. Salman Rushdie - przesłuchiwany

 

Salman Rushdie
Hindus urodzony w Indiach 1947 rok, czołowy pisarz angielski, podniesiony do stanu rycerskiego przez królową brytyjską Elżbietę II.  Nieżyjący już przywódca irański Komeini, prawie rodak pisarza,  przy pomocy klątwy (Fatwa) w roku 1989 skazał autora na śmierć za słowa zestawione w powieści „Szatańskie wersety”. Aktualna nagroda dla kata wynosi 3,3 miliona dolarów.  Trudno zaprzeczyć, że twórca ma orginalne doświadczenia życiowe. Reszta w internecie. Uczciwie informuję, że pisarz ma stałą urzędową angielską ochronę (007?),  więc miliony są raczej trudno dostępne.

 

Proszę nie szukać w wywiadzie analogii do Polski. Przecież Polskie społeczeństwo jest oczywiście bardzo nowoczesne. Tutaj kobiety mogą bez ograniczeń uczestniczyć w przemyśle nienawiści… dopóki nie podpadną Prezesowi. Ale to jest zrozumiałe. Porządek musi zostać zachowany. Ta zasada dotyczy przecież sprawiedliwie też męskich współpracowników Prezesa.

 

Do prawdziwych Polaków. Oczywiście, nie chcę nikogo denerwować. FAZ (Frankfurter Allgemeine Zeitung für Deutschland) jest źródłem informacji dla niemieckiznających elit europejskich, które decydują o milionach euro dla Polski. Warto wiedzieć, co wróg myśli. To jest z mojej strony  szpiegowska przysługa. Na wypadek, gdyby w Polsce wygrali „prawdziwi patrioci”. Tylko oni potrafią wykorzystać moje donosy.

 

Do językoznawców. Po polsku  „przemysł nienawiści” nie jest odpowiednikiem niemieckiego Wutindustrie, Wutbürger. Nienawiść (Haß) jest już skierowana przeciwko komuś. Złość (Wut) odczuwamy sami jak ktoś- coś nas denerwuje. Jesteśmy poirytowani.

Przykład: Wutbürger jest  określeniem przeciwników przebudowy dworca kolejowego w Stuttgarcie (Stuttgart 21). Oni są nawet bardzo niezadowoleni z realizacji tego projektu. Jednak podejrzenie o nienawiść do decydentów jest zupełnie nie na miejscu. Dużą część przeciwników inwestycji tworzą emerytowani urzędnicy państwowi (Beamten), którzy na emeryturze, pozbawieni zawodowych ograniczeń, przypomnieli sobie młodość, flower children dzieci kwiatów itd.  Ale oni nikogo nie nienawidzą. Prawdopodobnie przed emeryturą uczestniczyli w decyzjach dla S 21. Make love- not war, kochajcie się zamiast wojny, były hasłami ich mlodości. Budowa przebiega dokładnie zgodnie z aktualnymi zasadami demokracji, wszystkie
zezwolenia itd. Pomimo tego die Wutbürger są niezadowoleni. Chodzi o rozszerzenie demokratycznych procesów.

Ale to jest inny temat. Wybiorę się na budowę Stuttgart 21. Ciekawe. Tam powstają nowe formy demokracji.

 

wtorek, 20 listopada 2012

Brak odpowiedzialnosci”,  „etniczne czyszczenie” (ethnische Säuberung)  „masowe morderstwo” (Genozit) można tą pracą uzasadnić .  Mocne zarzuty zawiera publiczny protest 18 uczonych z Harvardu.

Chodzi o badania amerykańskich ekonomistów Quamrul Ashraf i Oded Galor,  którzy twierdzą, że wysokość dochodu na głowę
(Pro-Kopf-Einkommen) zależy od mieszaniny genów (genetische Diversität).  Narody ze średnim zróżnicowaniem genetycznym mają osiągać najwyższe dochody.   Niskie zróżnicowanie (czysta krew) powoduje małą innowacyjność i biedę. Natomiast duże zróżnicowanie
zmniejsza zaufanie pomiędzy
obywatelami i sprzyja anarchii. Uczeni dokonali analizy ekonomiczno-genetycznej w 145 krajach i tak im wyszło, co zostało opublikowane w renomowanym American Economic Reviev.

W naukowym swiecie zawrzało. Do merytorycznych zarzutów należą:  1) Z faktu, że dwie wielkości pokazują związek statystyczny, nie wynika, że jedna wielkość wpływa na drugą.  2) Wadliwe definicje i wskaźniki innowacyjności oraz zaufania.

Nie włączając się w naukową dyskusję trzeba jednak zwrócić uwage na stronę moralną takich badań.

Trudno zapomnieć, że komunizm został wymyślony na universytecie, a faszystowski rasizm znajdował usprawiedliwienie
w teorii ewolucji Darwina i jego uczonych następców
. Teraz naród mniej zróżnicowany genetycznie ma usprawiedliwienie nic nie robić i zobowiązać
średnio zróżnicowanych do wiecznej pomocy ale bardziej zróżnicowany może obydwu obrabować.  Według publikacji w AER winne
awantury będą geny. Trudno będzie geny postawić przed trybunałem w Hadze. Konfliktów tego typu mamy mnóstwo. Czy dzięki nauce odzyskujemy rajską niewinność czyli brak odpowiedzialności za swoje działanie?

Analizy genetyczne są coraz bardziej rutyną. Ich ceny spadają. Uczeni są ludźmi ciekawymi niezależnie od, albo może z powodu genów. Należy spodziewać się eksplozji badań i wyników. Uratować nas może tylko odkrycie jakichś dzisiaj niewidocznych cząstek określających pojedyncze geny. Wtedy zabawa będzie się mogła zacząć od początku. Wtedy trudne pytania moralne będą musiały rozwiązywać następne pokolenia.

Istnieją zawodowi cywilni etycy. Religie powołują się na swoje napisane przez przodków święte księgi. Niezłe zamieszanie. Być może odpowiedzi na niektóre otwarte pytania trzeba będzie trzymać w w zamkniętym sejfie, dla dobra nas wszystkich.

W wielu krajach czekają maczugi (Baseballschläger) i noże (Messer) z ich operatorami na sygnał do zabijania słabszych. DZISIAJ, też w Polsce i też w Niemczech. Jak długo pozostaną w mniejszości parlamentarnej? Czy nauka powinna być przyśpieszaczem kolejnej tragedii?

Praktyczne decyzje o granicach moralnych nauki będą musieli podejmować politycy. Czy są do tego przygotowani?

 

(według Die Zeit)

22:07, danekstraszynski
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 18 listopada 2012

89.000 Polaków (słownie: osiemdziesiąt dziewieć tysięcy) przeprowadziło się do

Niemiec w pierwszej połowie  2012 roku.

policzył Federalny Urząd Statystyczna (Statistisches Bundesamt)

Tagi: emigracja
19:03, serowik
Link Dodaj komentarz »

Właśnie odbył się wieczór informacyjny w Illmensee na temat wydobycia gazu Łupkowego. Zaproszenie pochodzi od Urządu Geologicznego (Landesamt für Geologie). Zaproszeni zostali mieszkańcy, przedsiebiostwa wodociągowe, ekolodzy i dwie angielskie firmy posiadacze licencji poszukiwawczych.

Zainteresowane firmy i urząd tłumaczyły jak bezpieczne i bezproblemowe jest wydobywanie gazu łupkowego. Niestety druga strona zna się na technice. Opowiadanie o super pewnej i bezpiecznej technologi jest właściwie kpiną ze słuchaczy. Jak gdyby nie było elektrowni atomowej w japońskiej Fukoshimie. Ruiny elektrowni stoją jeszcze ale miasteczko nie istnieje i wiadomo, że długo pozostanie niezasiedlone. Coroczne, systematyczne katastrofy na platformach wiertniczych… Od 2009 roku wiadomo, że oprócz gazu i ropy  wydobywa się materiały radioaktywne i nie bardzo wiadomo co się z nimi dzieje.

O zamiarach eksploatacji gazu i ropy dowiedzieli się mieszkańcy przez przypadek. Rolnik ekologiczny Karl Schmid junior guglując znalazł, na stronie angielskiej firmy, mapę pokazującą punkty wierceń. Niektóre znajdowały się w pobliżu jego upraw. Zwrócił się więc do rady gminnej w Hohenfelser z pytaniem. Wywołał tym wielkie zamieszanie, ponieważ nikt odpowiedzialny nie wiedział o takich planach.

Był rok 2011, a więc dwa lata po wydaniu licencji poszukiwawczych. Władze krajowe razem z Anglikami liczyli wyraźnie na legendarne posłuszeństwo i respekt przed zwierzchnością ludzi niemieckich. Niestety, demokracja rozwija się tak jak jej uczestnicy. Wyborcy przestaje wystarczać krzyżyk na kartce wyborczej (Wahlzettel) w rytmie kilkuletnim. Chce pilnować swoje sprawy pomiędzy terminami wyborów. Nauczył się posługiwac prawnikami i opinią publiczną. Uliczne rozróby, starcia z policja pozostawił prawdziwym chuliganom. 

Prawdopodobnie dopiero rolnik uruchomił obywatelski niepokój. Wyniki już są. Przed kilku miesięcami krajowy parlament (Landtag) w Stuttgarcie podjął uchwałę (Entschliessung) zalecającą rządowi wydanie zakazu wydobycia gazu skalnego na terenach ochronnych ujęć wody. 

Na koniec trzeba jeszcze powiedzieć, że znaleziona w internecie mapa pokazuje stare wiercenia. Ropę naftową wydobywano nad Jeziorem Bodeńskim jeszcze w latach czterdziestych ubiegłego wieku i wiadomo, że zostało  5 milionów barrel  czyli skarb o wartości 500 milionów Euro. Wypada mniej niż 100 Euro na mieszkańca podłączonego do jeziora wodociągiem. Opłaca się ryzykować? 

Po za tym, mądrze jest zachować swoje, nawet niewielkie, naturalne zasoby energetyczne, dopóki nas stać na zakupy zagranicą i sytuacja polityczna umożliwia dostawy. To jest element nowoczesnej inteligentnej walki o wolność dla siebie, dzieci i wnuków wnuki.

 (fakty według Südkurier)

 
1 , 2