opis techniczny instrukcja obsługi brudnopis nie ma wolności bez odpowiedzialności nie ma demokracji bez demokratow
RSS
wtorek, 20 listopada 2012

Brak odpowiedzialnosci”,  „etniczne czyszczenie” (ethnische Säuberung)  „masowe morderstwo” (Genozit) można tą pracą uzasadnić .  Mocne zarzuty zawiera publiczny protest 18 uczonych z Harvardu.

Chodzi o badania amerykańskich ekonomistów Quamrul Ashraf i Oded Galor,  którzy twierdzą, że wysokość dochodu na głowę
(Pro-Kopf-Einkommen) zależy od mieszaniny genów (genetische Diversität).  Narody ze średnim zróżnicowaniem genetycznym mają osiągać najwyższe dochody.   Niskie zróżnicowanie (czysta krew) powoduje małą innowacyjność i biedę. Natomiast duże zróżnicowanie
zmniejsza zaufanie pomiędzy
obywatelami i sprzyja anarchii. Uczeni dokonali analizy ekonomiczno-genetycznej w 145 krajach i tak im wyszło, co zostało opublikowane w renomowanym American Economic Reviev.

W naukowym swiecie zawrzało. Do merytorycznych zarzutów należą:  1) Z faktu, że dwie wielkości pokazują związek statystyczny, nie wynika, że jedna wielkość wpływa na drugą.  2) Wadliwe definicje i wskaźniki innowacyjności oraz zaufania.

Nie włączając się w naukową dyskusję trzeba jednak zwrócić uwage na stronę moralną takich badań.

Trudno zapomnieć, że komunizm został wymyślony na universytecie, a faszystowski rasizm znajdował usprawiedliwienie
w teorii ewolucji Darwina i jego uczonych następców
. Teraz naród mniej zróżnicowany genetycznie ma usprawiedliwienie nic nie robić i zobowiązać
średnio zróżnicowanych do wiecznej pomocy ale bardziej zróżnicowany może obydwu obrabować.  Według publikacji w AER winne
awantury będą geny. Trudno będzie geny postawić przed trybunałem w Hadze. Konfliktów tego typu mamy mnóstwo. Czy dzięki nauce odzyskujemy rajską niewinność czyli brak odpowiedzialności za swoje działanie?

Analizy genetyczne są coraz bardziej rutyną. Ich ceny spadają. Uczeni są ludźmi ciekawymi niezależnie od, albo może z powodu genów. Należy spodziewać się eksplozji badań i wyników. Uratować nas może tylko odkrycie jakichś dzisiaj niewidocznych cząstek określających pojedyncze geny. Wtedy zabawa będzie się mogła zacząć od początku. Wtedy trudne pytania moralne będą musiały rozwiązywać następne pokolenia.

Istnieją zawodowi cywilni etycy. Religie powołują się na swoje napisane przez przodków święte księgi. Niezłe zamieszanie. Być może odpowiedzi na niektóre otwarte pytania trzeba będzie trzymać w w zamkniętym sejfie, dla dobra nas wszystkich.

W wielu krajach czekają maczugi (Baseballschläger) i noże (Messer) z ich operatorami na sygnał do zabijania słabszych. DZISIAJ, też w Polsce i też w Niemczech. Jak długo pozostaną w mniejszości parlamentarnej? Czy nauka powinna być przyśpieszaczem kolejnej tragedii?

Praktyczne decyzje o granicach moralnych nauki będą musieli podejmować politycy. Czy są do tego przygotowani?

 

(według Die Zeit)

22:07, danekstraszynski
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 18 listopada 2012

89.000 Polaków (słownie: osiemdziesiąt dziewieć tysięcy) przeprowadziło się do

Niemiec w pierwszej połowie  2012 roku.

policzył Federalny Urząd Statystyczna (Statistisches Bundesamt)

Tagi: emigracja
19:03, serowik
Link Dodaj komentarz »

Właśnie odbył się wieczór informacyjny w Illmensee na temat wydobycia gazu Łupkowego. Zaproszenie pochodzi od Urządu Geologicznego (Landesamt für Geologie). Zaproszeni zostali mieszkańcy, przedsiebiostwa wodociągowe, ekolodzy i dwie angielskie firmy posiadacze licencji poszukiwawczych.

Zainteresowane firmy i urząd tłumaczyły jak bezpieczne i bezproblemowe jest wydobywanie gazu łupkowego. Niestety druga strona zna się na technice. Opowiadanie o super pewnej i bezpiecznej technologi jest właściwie kpiną ze słuchaczy. Jak gdyby nie było elektrowni atomowej w japońskiej Fukoshimie. Ruiny elektrowni stoją jeszcze ale miasteczko nie istnieje i wiadomo, że długo pozostanie niezasiedlone. Coroczne, systematyczne katastrofy na platformach wiertniczych… Od 2009 roku wiadomo, że oprócz gazu i ropy  wydobywa się materiały radioaktywne i nie bardzo wiadomo co się z nimi dzieje.

O zamiarach eksploatacji gazu i ropy dowiedzieli się mieszkańcy przez przypadek. Rolnik ekologiczny Karl Schmid junior guglując znalazł, na stronie angielskiej firmy, mapę pokazującą punkty wierceń. Niektóre znajdowały się w pobliżu jego upraw. Zwrócił się więc do rady gminnej w Hohenfelser z pytaniem. Wywołał tym wielkie zamieszanie, ponieważ nikt odpowiedzialny nie wiedział o takich planach.

Był rok 2011, a więc dwa lata po wydaniu licencji poszukiwawczych. Władze krajowe razem z Anglikami liczyli wyraźnie na legendarne posłuszeństwo i respekt przed zwierzchnością ludzi niemieckich. Niestety, demokracja rozwija się tak jak jej uczestnicy. Wyborcy przestaje wystarczać krzyżyk na kartce wyborczej (Wahlzettel) w rytmie kilkuletnim. Chce pilnować swoje sprawy pomiędzy terminami wyborów. Nauczył się posługiwac prawnikami i opinią publiczną. Uliczne rozróby, starcia z policja pozostawił prawdziwym chuliganom. 

Prawdopodobnie dopiero rolnik uruchomił obywatelski niepokój. Wyniki już są. Przed kilku miesięcami krajowy parlament (Landtag) w Stuttgarcie podjął uchwałę (Entschliessung) zalecającą rządowi wydanie zakazu wydobycia gazu skalnego na terenach ochronnych ujęć wody. 

Na koniec trzeba jeszcze powiedzieć, że znaleziona w internecie mapa pokazuje stare wiercenia. Ropę naftową wydobywano nad Jeziorem Bodeńskim jeszcze w latach czterdziestych ubiegłego wieku i wiadomo, że zostało  5 milionów barrel  czyli skarb o wartości 500 milionów Euro. Wypada mniej niż 100 Euro na mieszkańca podłączonego do jeziora wodociągiem. Opłaca się ryzykować? 

Po za tym, mądrze jest zachować swoje, nawet niewielkie, naturalne zasoby energetyczne, dopóki nas stać na zakupy zagranicą i sytuacja polityczna umożliwia dostawy. To jest element nowoczesnej inteligentnej walki o wolność dla siebie, dzieci i wnuków wnuki.

 (fakty według Südkurier)

sobota, 17 listopada 2012

Pokłady gazu łupkowego (Schiefergas) i ropy naftowej leżą na głębokości 1.000 m pomiędzy jeziorem i Górnym Dunajem. Tak, źródła górnego Dunaju znajdują się wtej okolicy. Skarb leży prawie na wyciągnięcie ręki, jeśli uwzględnić głębokość jeziora 250 m.

Angielska firma poszukiwawcza posiada od 2009 roku licencję. Faktycznie działa jej irlandzka córka Parkyn Energie Germany Ld. założona w Dublinie, która zatrudniła do tego celu biuro inżynierskie Taberg z Freiburga. Skomplikowana organizacja przedsięwzięcia utrudni procesy o odszkodowania w przypadku, gdyby się coś stało. Prawnicy już się cieszą.

Na straty i odszkodowania mogą liczyć wiele milionów korzystających z wody w tym rejonu, Do picia, do mycia… Ta woda znajduje się dokładnie nad skarbem. Tam należy położyć bardzo wytrzymałe i szczelne rury. W tych rurach będzie tłoczona substancja składająca się z wody, piasku i związków chemicznych, które są, delikatnie mówiąc niebezpieczne dla człowieka.

W miejskich wodociągach ciśnienie nie przekracza 8-10 bar. W instalacji wydobywczej panuje ciśnienie ponad 1.000 bar. Tyle potrzeba, żeby skały głęboko po ziemią wysadzić w powietrze, przepraszam do gruntu. Tak, niewinnie brzmiące „szczelinowanie” (cracking, to  jest po amerykańsku) polega na wysadzaniu.

Wierzę, że w Niemczech rury zostaną położone zgodnie z aktualną wiedzą i dobrą praktyką techniczną. Nie wierzę jednak, że znajdzie się odpowiedzialny inżynier, który podpisze się pod zapewnieniem absolutnej szczelnosci rurociągów. Chodzi o kilometry przewodów. Firmy wiertnicze w umowach z reguły wykluczają odpowiedzialność za niespodzianki geologiczne.

To jest pewnie powodem, że o „łupkach” mówią najczęściej rzecznicy prasowi i politycy. Są tak sprawni w mówieniu, że nie potrzebują rozumieć o co chodzi. Dziennikarzom proponuję przepytać fachowców z firmy wiertniczych albo budowniczych instalacji wydobywczych.

Regułą jest utrata wody w wodociągach miejskich z powodu nieszczelności. Dlaczego więc mamy nagle uwierzyć w doskonale szczelne rury?

Fa. Parkyn właśnie zakończyła studia papierowe na dostępnych materiałach geologicznych pochodzących z dotychczasowych badań. Wytypowała miejsca pierwszych wierceń. Specjaliści od marketingu zostali wysłani w teren do ludu, który burzy się. Angielski specjalista w wywiadzie radiowym (DLF) powiedział spontanicznie po takim spotkaniu, arogancko: - Gazu i ropy jest coraz mniej. Ceny rosną i jak urosną odpowiednio to mieszkańcom „rura zmięknie”. 

Oczywiście, nasza cywilizacja zbudowana jest na energii zmagazynowanej przez naturę w skamielinach (fossile Energie). Chociaż najpierw wycięliśmy w pień europejskie lasy, potem przyszła kolei na węgiel kamienny, brunatny (Braunkohle), ropę naftową, gaz ziemny (Erdgas). Negatywne skutki są powszechnie znane. Dzięki temu mogliśmy jednak wykarmić coraz więcej ludzi, którzy mogli zająć się wymyślaniem nowych maszyn i procesów, chociaż nie orali i nie siali. Dopóki nasi przodkowie musieli osobiście upolować kolację mieszkaliśmy „na drzewach” albo w jaskini konkurując ze zwierzętami.

W naszych samochodach, elektrowniach, kotłach ogrzewczych spalamy produkty rozkładu morskich alg, które przed milionami lat, dzięki energii słonecznej…

Oczywiście, nie jestem przeciwnikiem niekonwencjonalnego gazu. Chodzi jednak o to, żeby tak po inżyniersku, ograniczyć negatywne skutki do minimum. Szkody muszą być sprawiedliwie dzielone. Nie może tak być, że wszyscy na tym korzystają, a nieliczni muszą czekać na beczkowóz, żeby umyć zęby. Przy okazji tracą zdrowie i majątek z powodu spadek cen nieruchomości (Immobilienpreise). Może trzeba zwielokrotnić cenę rynkową w odszkodowaniu? Poszkodowany pechowiec musi siebie znaleźć na stronie zwycięzców. Ma do tego większe moralne prawo niż żongler finansowy kredytujący inwestycje.

Wolny niemiecki inżynier doradca (Beratender Ingenieur) doradziłby Polakom. Spoko. Technika rozwija się. Poczekajcie, aż Amerykanie postawią wieże wiertnicze w nowojorskim Central Park.

Na razie wieże wiertnicze z wielkimi pompami nie są sexy.

Nie dajcie się sprowokować bankowym cudotwórcom. Teraz toczy się walka zmierzająca do oddzielenia kasyna międzynarodowych bankierów od obszarów normalnej pracy, gdzie coś pożytecznego powstaje, gdzie żyją normalni ludzie. Codziennie jadą do pracy i cieszą się na urlop. W medycynie nazywa się to walką z rakiem.  Ale to jest inne pole bitwy.

O bodeńskim gazie będę dalej informował.

(fakty według Bodenseewasserversorgung und Südkurier)

czwartek, 15 listopada 2012

Na razie nie znalazłem w polskiej prasie informacji o kosztach zakupu i eksploatacji samolotu. Ilu pasażerów i jak daleko trzeba rocznie przewieźć, żeby się opłacało? Pomijając różne tajemnice handlowe, można to oszacować. Cytaty z prospektów reklamowych nie wystarczają do określenia   stopnia nowoczesności. Kto ponosi ryzyko finansowe, gdyby się LOTowi nie udało? Podatnicy?

LOT, który niewątpliwie cieszy się w Polsce tradycyjnie słusznie dużym szacunkiem, nie jest zbyt mocny ekonomicznie. Jednak dzisiaj Polak może wybrac dowolną linie. Konkurencja jest bardzo mocna.

Czy wystarczy kupić samolot marzeń, żeby sprostać współzawodnictwu na międzynarodowym niebie? Do pełnego obrazu brakuje porównania z innymi samolotami.

Dlaczego nie kupiono Airbusa? Szczególnie, ze pracownicy EADS (producent Airbusa) dokładają się swoimi podatkami do budowy... polskich autostrad. Czego nie można powiedzieć o Amerykanach.

Dziennikarze i polscy czytelnicy w ostatnich dwóch latach debaty publicznej chcą uchodzić za znawców lotnictwa. Należy im się rzeczowa informacja, żeby wiedzieli o czym dyskutują.!

Wykształceni praktykujący zawodowcy zostali odsunięci już w cień.

Jeśli chodzi o tak nowoczesne nawilżanie powietrza w pomieszczeniach to informuję, ze technika ma już ponad sto lat. Potrzebna jest do tego woda, którą w samolocie, trzeba wieźć w jakichś zbiornikach. Dodatkowy cieżar. Dalej potrzebna jest energia. Występują też poważne problemy higieniczne, które powodują konieczność bardzo starannej i częstej obsługi. Koszty. Nikt przecież nie chce oddychać aerosolem z bakterii, zarodków pleśni i grzybów.

Ja nie twierdzę, że Dreamliner jest kiepskim samolotem. Po prostu nie wiem, ponieważ po polsku trudno jest znalezc informację na ten temat.

 

 

 

 

 

 

poniedziałek, 12 listopada 2012

Koszty pobytu szpitalnego (Krankenhausaufenthalt) w Niemczech

wzrosły w in 2011 srednio o 2,5%.  Wynoszą obecnie:

-  3.570,- euro/pacjent x 4,10 = 14.637,- zł w Brandenburgii

-  4.628,- euro/pacjent  x 4,10 = 18.974,80 w Hamburgu.

Koszty jednostkowe nie odzwierciedlają  jakości  leczenia. Wynikają głównie ze struktury slużby
zdrowia w kraju związkowym.

W 2011 roku szpitale niemieckie kosztowały

83,4 Miliardy euro x 4,10 = 341,94 miliardy zł  

W tym czasie leczyły stacjonarnie 18,3 miliony pacjentów.

Zabawa ze statystykami medycznymi daje ciekawe wyniki. W tym wypadku wychodzi,że co czwarty mieszkaniec Niemiec spędził kilka dni w roku 2011 w szpitalu. Albo każdy z nas co cztery lata ląduje w szpitalu. Jednak jak się rozejrzę, widzę raczej urlopowiczy odpoczywających na Majorce albo Florydzie. Bardzo to jest tajemnicze.

(według FAZ)

Nawet dwieście kilometrow na północ od jeziora do czajnikow i ubikacji wlewana jest woda bodenska. Wszystko jedno, czy pływam w jeziorze albo w domowej wannie zawsze to jest czysta górska woda alpejskiego Renu. Tak, przez jezioro przeplywa rzeka Ren.

Woda pobierana jest z głębokości 60 m i filtrowana bez chemicznych dodatkow. W zasadzie woda w jeziorze posiada jakość wody pitnej (Trinkwasser). Jednak przecież nikt nie chce, żeby rybki wpadaly mu do kuchenngo zlewu. Desinfekcja odbywa się przy pomocy ozonu, czyli aktywnego tlenu. Do odbiorcow, których jest ponad 4 mln, woda dociera siecią rurociągow i skalnych sztolni o dlugosci około 1.700 km. 1% wody zasilajacej jezioro trafia do wodociągu.

Ujęcie i stacja uzdatniania znajdują się na północno-zachodnim brzegu w Sipplingen. Najbardziej oddaleni odbiorcy mieszkają w Bad Mergentheim, gdzie znajduje się też zamek i muzeum, którego właścielem do dzisiaj jest Zakon Krzyżacki (Deutsche Orden). Odległość w lini prostej wynosi ponad 210 km. Gdzieś w środku znajduje się Stuttgart.

Przedsiębiorstwo zostało powołane w roku 1954 w formie celowego zwiazku gmin (Zweckverband). Dzisiaj ponad 180 miast, gmin i zwiazków gmin są uczestnikami spółki. Razem 320 gminy są zaopatrywanych w wodę z Wodociągu Bodeńskiego. Każda gmina ma od
kilkunastu do kilkudziesięciu radnych, partie polityczne, wolni radni, burmistrze, miejscowi kierownicy itd. Szacuję, że około 5.000 osób ma coś do powiedzenia i do rządzenia. Dogadują się i woda płynie bez przeszkód. Tubylcy uprawiają jakąs tajemniczą kulturę wspolpracy
.

Woda dociera do węzla z wodomierzem i dalej jest sprzedawana detalicznie przez miejscowe wodociągi (Wasserwerk). Zdarza się, że dodawana jest woda z miejscowych źródeł. Chodzi o to, żeby utrzymać w sprawności lokalne instalacje. Oczywiście jest to też skuteczny argument przy ustalaniu ceny wody z jeziora. Taki nacisk na pewno nie szkodzi, chociaz decyzje we wspólnym przedsiębiorstwie  podejmowane są demokratycznie.

Mniej więcej w tym czasie, kiedy zakładano wodociąg bodeński bohater filmu Chęcińskiego „Sami swoi” idąc do sądu wziął do kieszeni granat: ”-Sąd sądem, ale sprawiedliwość musi być!”  chodziło tylko o wspólnego kota. Krew i honor.

niedziela, 11 listopada 2012

Telewizja jest wspaniałym wynalazkiem. Po opanowaniu pilota kanalow satelitarnych nie ma szans, żeby nie znalezc czegoś interesującego. No cóż, sztaby artystów i psychologów walczą o naszą uwagę i często udaje im się bardzo niepotrzebne informacje tak ubrać, że trudno jest  oczy oderwać od szkła. Możemy się temu przeciwstawic tylko swoim ułomnym umysłem. Więc może się zdażyć, że zapomnimy pójść na siusiu podczas wyświetlania reklamy.

Klikając trafiamy przypadkowo na stacje z bardzo egzotycznych krajów. Nie trudno jest zauważyć, że ich studia telewizyjne niczym się od naszych nie różnią. Chociaż nie rozumiemy ani jednego słowa to natychmiast orientujemy się, że teraz lecą wiadomości, a gdzie indziej trwa polowanie na gwiazdy albo teleturniej. Pomimo znaczących różnic klimatycznych, przyrodniczych, gdzie mieszkamy, nasz ludzki świat ujednolica się. Ale chyba przede wszystkim wizualnie. Zbliżenie ludzi, wzajemne zrorumienie, wbrew entuzjastycznym wypowiedziom polityków i kierowników turystyki, przebiega bardzo opornie.

Archeolog z braku źródeł pisanych prawie każdy większy odkopany kamień nazywa miejscem kultu. Dziennikarz z tzw. multikulturalnym przygotowaniem spotyka cudzoziemca starającego się zgadnąć co interesuje dziennikarza. Pomieszanie z poplątaniem. Nasz świat.

Zdarzają się wyjątki. Po kolejnym kliknięciu pojawił się reportaż z Pakistanu w języku, który rozumiałem. Był to wywiad z rolnikiem na tle jego gospodarstwa. Po przejściu wielkiej powodzi widać było tylko jakieś porozrzucane belki i płachty. Wśród nich siedziały kobiety z dziećmi. Kamera zbliżeniem pokazała, że z jego inteligentnych oczu płyną prawdziwe łzy. Reporter tłumaczy na gorąco i dosłownie: - „Ja jestem bezsilny. Wszystko straciłem. Nie mam nic, żeby ktoś mi pomógł osłonić moje kobiety przed obcym wzrokiem. Taki wstyd. Może wy możecie mi pomoc.”

I wtedy przyszło mi do głowy, że tam, skąd reporter pochodzi, w Europie, za taki czyn idzie się nawet na cale życie do więzienia. Nawet w ostatnich latach było kilka takich przypadków. Więzienie kobiet w domu jest u nas karalnym ograniczeniem wolności (Freiheitsberaubung).

Sprawa jednak nie jest taka prosta. Tam zacofanie, a tutaj blyszcząca nowoczesnosci. Pracowałem przez pewien czas na Bliskim Wschodzie, gdzie miałem możliwość wysłuchania tej drugiej nieeuropejskiej strony.  Zdarzało się, ze w pracy odwiedzały mnie atrakcyjne Europejki, czasami były blondynkami. Szaleństwo. Mój tłumacz wymyślił sobie, żebym mu taką przywiózł. Był w wieku miłosnym i tak ogólnie zakochał się w Europejce. Jego rodzina należała do miejscowej elity władzy, wiec koszty nie stanowiły problemu. Proponował nawet dużą zaliczkę.


Kiedy próbowałem mu wytłumaczyć, że to nie jest takie proste. Dziewczyna musiałaby się w nim zakochać i wyrazić zgodę. Odpowiedział poważnie: „No problem.  Zamknie się w domu, ograniczy jedzenie, a jak to nie pomoże, dostanie kilka raz w pysk i będzie milość.” Po za tym był normalny. Chodził w dobrych garniturach. Po angielsku mówił lepiej ode mnie. Znał się na piłce nożnej lepiej ode mnie. Podobało mu się w operze mediolańskiej, gdzie nigdy nie byłem.

Inny, zaprzyjaźniony ze mną miejscowy, tak po przyjacielsku tłumaczył z troską w głosie, że nie powinienem pozwolić, żeby moje kobiety chodziły same, ponieważ to jest niebezpieczne. Tubylcy uważają, że jeżeli kobieta jest gdzieś sama to znaczy, że ma straszna „chcicę” i do obowiązku mężczyzny należy ja zaspokoić. Gwałt? Nie. Każda porządna dziewczyna się broni. Przełamać jej opór jest zadaniem prawdziwego mężczyzny. Po za tym nie udało mi się nigdy wytłumaczyć, ze moje odwiedziny nie są moimi żonami, ani kochankami. Po za tym ulicami jeździły mercedesy i na skrzyżowaniach stały światła (Ampel) sterowane komputerem. Budowano supernowoczesne autostrady.

Prasa doniosła ostatnio, ze w Kairze kobiety zbuntowały się przed obmacywaniem w miejscach publicznych. Brawo. W wielu krajach kobiety po za domem żyją niebezpiecznie. Dlatego musza być chronione przez ojców, braci, mężów. Strój zakrywający dokładnie wdzięki kobiece służy przede wszystkim obronie przed dzikim samcami jak parasol na deszczu.

Celowo nie napisałem, ze chodzi o kraje muzułmańskie, ponieważ nie ma to wiele wspólnego z religia. Jeżeli komuś z czytelników już szajba zarozumiałości cywilizacyjnej odbija, to niech się zapyta swojego dziadka jak było kiedyś. Czy przypadkiem kobieta bez chustki z makijażem nie była w jego wiosce uważana za kurwę? Na drugie pytanie pewnie  ze wstydu nie odpowie, że dla wielu dziewczyn inicjacja seksualna odbywała się w formie gwałtu, często zbiorowego. Dlatego też w Europie, niewiele pokoleń wstecz, męscy krewni dziewczyny musieli ją bronić. Przed atakami w rodzinie chronił kult dziewictwa.

Rolnik z Pakistanu ma i nasi dziadowie mieli podobne problemy.

Celowo nie napisałem „w Polsce”, ponieważ problem dotyczy naprawdę całej Europy i w wielu regionach jest jeszcze dzisiaj aktualny. Można się klócic tylko o daty.

Tak sobie myślę, że najskuteczniejszą bronią przeciwko islamskiemu terroryzmowi byłaby globalna rewolucja seksualna. Należy ”powołać do wojska” te agencje reklamowe, które odnoszą największe sukcesy w sprzedawaniu nam rzeczy drogich i niepotrzebnych. Oni będą lepiej wiedzieli jak to zrobić. Będzie skuteczniej i taniej niż lotniskowce, odrzutowce, rakiety... Super inteligentnie ubrani i wyposażeni nasi żolnierze wyglądają przecież śmiesznie w biednej starodawnej afgańskiej wsi.

Taka liczbę ustalili naukowcy (Hamburger Studie) badający ostatnio analfabetyzm między Renem i Odra. Po prostu istnieje praktyczna możliwość zaliczenia szkół bez nabycia umiejętności czytania i pisania. Sprawa jest wstydliwa dla uczestników zjawiska. Nauczyciele się wstydzą, że w ich szkole... Dzieci po osiągnieciu dorosłości tez się wstydzą.  Używają wielu skutecznych sposobów dla ukrycia. Najpopularniejszym jest: –Przeczytaj to, proszę. Moje okulary gdzieśsię zawieruszyły.

Dorośli, którzy mają tylko duże problemy z czytaniem czyli tzw.  wtórni analfabeci (die funktionalen Analphabeten) nie zostali w tej liczbie uwzględnieni.

W roku 1763 Fryderyk Wielki wprowadził powszechny obowiązek szkolny. Pruski król wypowiedział wojnę „bardzo szkodliwej i niegodnej chrześcijan niewiedzy”. Początki były trudne. Jeszcze w 1913 niemiecki cesarz kazał zbadać, czy wszyscy jego poddani potrafią podpisać się pod dokumentem w obecności świadków. To było wystarczające.  Tylko kilka tysięcy poddanych nie potrafiło temu zadaniu sprostać.

Po raz pierwszy na świecie został wprowadzony powszechny obowiązek szkolny dla chłopców i dziewcząt w roku 1592 w księstwie (Herzogtum) Pfalz-Zweibrücken. W tej okolicy (miejscowość Mainz) wiek wcześniej działał Johannes Gutenberg (ca 1400-1468), odkrywca mechanicznego odtwarzania tekstów. Przy pomocy „ruchomych metalowych liter” drukowano już masowo Biblie i potrzebni byli czytelnicy. Przy tamtym odkryciu radio, telewizja, internet to Pikuś. Zainteresowania Gutenberga nie były przypadkowe. W tamtych czasach w południowych Niemczech, szczególnie w klasztorach wokół Jeziora Bodeńskiego, juz od kilkuset lat  przepisywano masowo ale ręcznie książki. Był to bardzo ważny ośrodek wydawniczy  średniowiecznego chrześcijaństwa. Prawdopodobnie wtedy  zaczął się nowoczesny problem analfabetyzmu. 

W międzyczasie nad jeziorem wzbił się pierwszy na świecie sterowiec grafa Zeppelina, a niejaki Gottlieb Daimler w Stuttgarcie zbudował pierwszy samochód. Przypadek? Ale to już jest inna historia.

Oczywiście pozostaje otwarte pytanie. Dlaczego jedne narody z uporem maniaka ciągle cos pożytecznego wymyślają, a inne piorą się przede wszystkim po mordach? Inni jeszcze calą  energie zużywają do pilnowania swoich kobiet?

Nie zmienia to faktu, że analfabeci są wśród nas. Nie ma się z czego śmiać.  Trzeba im inteligentnie pomóc w komunikacji z otoczeniem. Nie jest to łatwe. Nad tym pracują intensywnie ministerstwa edukacji poszczególnych krajów federalnych. Nam nie pozostaje nic innego jak życzyć biurokratom sukcesu. Myślę, że ci, którym udalo się przeczytać powyższy tekst, niezależnie od poglądów na biurokrację, dolączą do moich źyczeń.

piątek, 09 listopada 2012

 

Wywiad z wybitnym uczonym prof. Robertem Niemandem

Wykładowca na wielu najznakomitszych światowych uczelniach i autor niezliczonych wybitnych publikacji.

Profesora spotkałem na lotnisku w Stuttgarcie, gdzie przesiadał się z jednego samolotu do drugiego. Jak powiedział z wyraźnym zażenowaniem:

- Musze tak latać. No wie Pan jak ton jest dzisiaj w Polsce. Mój kumpel jest dyrektorem w Warszawie i teraz tyle jest tych zaproszeń, unia płaci, to musi zostać wykorzystane  bo przepadnie i mój kumpel żle wypadnie statystycznie. W zasadzie to nie ma sensu oni tu na Zachodzie i tak specyfiki polskiej nie zrozumieją. Aż się dziwię jak tylu durni mogło z  PRL-em wygrać.

No właśnie, jest Pan autorem pracy naukowej o tym jak demokracja się w Polsce nie sprawdza.

- Mamy problem. Wybory wygrywaja inni niż powinni.  Obserwujemy zjawisko, że wrogie narodowi polskiemu siły potrafią sprytnie odciągnąć wyborców od rzeczy dla nich najważniejszych np. wspólnej historii. Nic nie pomaga. Wiele zrobiono np. dla upamiętnienia naszych wspaniałych zrywów patriotycznych.

Niestety kończyły się one zwykle klęską. Może Polacy chcieliby od czasu do czasu wygrać.

- Bzdura. To jest takie niemieckie myślenie. Wygrywanie jest obce kulturze polskiej. Udowodniłem to w moich pracach. To jest całkowicie fałszywe podejście do problemu. Nie jest nasza wina, ze silniejszy przeciwnik podstępnie wykorzystywał nasza słabość Niestety nasi wrogowie nie śpią i wykorzystują każdą okazje, żeby tak oczywista prawdę ukryć i żeby pozbawić Polaków zdolności logicznego myślenia. Świat boi się nas  ponieważ jesteśmy bardzo porządni, tak po ludzku.

Ale zdarza się, ze Polacy kradną. Ostatnio ukradziono ciężarówkę z dwunastoma zasiedlonymi trumnami.

- Słyszałem. Ale niech mi Pan powie. kto zostawia na noc ciężarówkę z nieboszczykami blisko granicy i nie zabezpiecza jej skutecznie przed złodziejami. Przecież to jest oczywista prowokacja. Chcą pokazać światu jacy jesteśmy źli. A oni się boja właśnie naszej słowiańskiej nadwislanskiej przyzwoitosci.

Wypowiadał się Pan Profesor często o mediach.

- One są już prawie całkowicie w obcych rękach i robią wodę z mózgu młodych Polaków.

Na przykład?

- Polska jazda, polska husaria, polska kawaleria może być dzisiaj uprawiana tylko w zamkniętych ośrodkach. Przypomina to rezerwaty dla Indian w Ameryce. teraz buduje się naprędce nowe polskie drogi, przepraszam, autostrady  na których konie są zabronione. Do czego to doszło? Polski patriota na polskim koniu na polskiej drodze jest karany mandatem karnym, za uprawianie tradycji. Gdzie my żyjemy? Jestem porażony, ze tak wielu rodaków, dzięki obcej manipulacji, pogodziła się z tak sytuacja.

Wróćmy do polityki.

- Przepraszam. Sprawa kawalerii bardzo leży mi na sercu. Nawet komuniści to rozumieli. Szczególnie dokładnie szczegli granice państwa przed obcymi wpływami i nie zamykali dróg dla koni. Otóż, musimy przejąć władze. Docelowo myślimy o supernowoczesnym systemie, który nazywam robocza duchokracja. Pomysł jest prosty. Chcemy do głosu wyborczego oprócz prawdziwych Polaków dopuścić duchy przodków. Duchy wiedza więcej. To jest wielka sila duchowa.

Problemem może okazać się komunikacja.

- Oczywiście nie będzie łatwo. Ale to rożni nas od innych, ze nie boimy się trudności. Przyznam, zepewne nadzieje mam z badaniami w CERN. Widzę możliwości na poziomie kwantów. Póki  co musimy rozpocząć eksperymenty medyczne. Chodzi o to, żeby można było się dalej posunąć w świetlnym tunelu w trakcie umierania i po rozmowie z duchem wrócić. Są już pierwsi ochotnicy kandydaci na kurierów w zaświaty. 

Co możemy duchom zaproponować, żeby duchom się chciało.

- Będziemy od samego początku wspanialomyslni. Podzielimy się władza.

Dzisiejsze prawo nie przewiduje udziału duchów w rządzeniu.

- Zacofane liberalne prawo będziemy musieli zmienić.dla duchó Zażądamy praw obywatelskich w. Póki się tego nie uzyska będziemy zmuszeni formalnie wpisać na listę żywego kandydata. Ale każdy będzie wiedział, jaki duch za nim stoi. Tymi sprawami zajmujemy się w nowej dyscyplinie nowoczesnej nauki duchologii.

Ale co zrobić z takim na przykład Feliksem Dzierżyńskim? Polski schlachcic z dużym doświadczeniem politycznym. Niewykluczone, ze się zgłosi.

- Na pewno zostanie zagospodarowany w służbach specjalnych ,  jeżeli przedstawi zaświadczenie z czyśćca. Duchologia przygotowuje odpowiednie formularze.

Właśnie otworzyło się okienko do Madrytu. Dziękuje bardzo za rozmowę i życzę powodzenia w Madrycie.



 

1 , 2